19 czerwca 2026, 14:01
Jak policja ucina rozmowy z kierowcami po stłuczce? Nie zachowała Pani/Pan bezpiecznej odległości, muszę wypisać mandat. W piątek rano na ulicy Świętokrzyskiej warszawski patrol policji także nie zachował bezpiecznej odległości i wjechał w tył przepuszczającego pieszych na przejściu auta. Tu jednak skończyło się tylko na pouczeniu.
Fot. Policja/Serwis Stop cham
Typowy miejski scenariusz. Jedno auto nagle hamuje, a jadący za nim zbyt blisko kierowca już się nie wyrabia i mamy... kolizję. Wezwanie policji do takiego zdarzenia nie ma sensu, bo za winnego zawsze uznaje się kierowcę, którego auto najechało na tył innego samochodu. Słowo klucz: niezachowana bezpieczna odległość, a to oznacza mandat w wysokości minimum 1020 zł - 1000 zł za kolizję i 20 zł za niszczenie mienia. Zwykle sprawcy słyszą od policji, że tu się nie da nic zrobić, bo skoro zostali wezwani to mandat muszą wypisać.
Okazuje się jednak, że takie tłumaczenie policjantów nie jest do końca prawdziwe. W piątek rano na ulicy Świętokrzyskiej w centrum Warszawy doszło do podobnej kolizji, z tą różnicą, że pojazdem który nie zdążył wyhamować przed samochodem przepuszczającym pieszego był patrol policji. Na filmie wrzuconym do sieci widać, że kierowca chińskiego elektryka zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Jadący za nim radiowóz nie zdążył wyhamować i uderzył w tył samochodu. Efekt? Rozbity przód policyjnej Kii i uszkodzony tył BYD.








