To brzmi jak scenariusz komedii, ale wydarzyło się naprawdę. Gdy policjanci próbowali zatrzymać Skodę do kontroli, za kierownicą zdążyło usiąść... dwóch różnych kierowców. Okazało się, że obaj trafią przed sąd i to z poważnymi zarzutami.
Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Wyborcza.pl
Niektóre interwencje policji potrafią zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych funkcjonariuszy. Tak było w nocy z 10 lipca w Bielsku na Mazowszu, gdzie rutynowa kontrola drogowa szybko zamieniła się w serię wydarzeń, których trudno byłoby się spodziewać.
Wszystko zaczęło się od Skody z niesprawnym oświetleniem. Patrol postanowił zatrzymać auto do kontroli, ale kierowca zamiast zjechać na pobocze, mocno przyspieszył i skręcił w boczną ulicę. Po chwili zatrzymał samochód, wyskoczył z niego i zaczął uciekać pieszo. Policjanci błyskawicznie ruszyli za nim i zatrzymali 29-letniego mieszkańca powiatu płockiego. Wydawało się, że interwencja dobiega końca. Wtedy wydarzyło się coś, czego funkcjonariusze raczej się nie spodziewali.
Ucieczka miała ciąg dalszy. Pasażer uznał, że spróbuje swojego szczęścia






