Większość sąsiadów znam osobiście, czasem rozmawiamy twarzą w twarz, to normalni ludzie. Ale w internecie wstępuje w nich coś bardzo złego.
- Przypiąłem rowery w przeznaczonym do tego miejscu, a ktoś zrobił mi zdjęcia, wrzucił na grupę z zarzutem, że przecież to jego miejsce. Bo on zawsze tam zostawia rower - opowiada Marek.
Albo:
- Sprawa dzieci grających między blokami w piłkę podzieliła całe osiedle na dwie równe części. Padały argumenty prawne i groźby.
Rozmawiam z mieszkańcami nowych bloków w Warszawie i okolicach, o tym jak osiedlowe grupy na Facebooku wpływają na ich relacje z sąsiadami. Jeszcze kilkanaście lat temu, gdy ktoś potrzebował pożyczyć sól, chodził od drzwi do drzwi. Dziś każdy blok, każde osiedle, ma swoją grupę w serwisach społecznościowych. W sprawie soli wklepuje się kilka słów w telefonie i klika "opublikuj". Ale osiedlowe, internetowe społeczności mają też mroczniejszą stronę.








