Jeśli uznać półfinał Ligi Narodów za pojedynek wielkich strzelb Polski i Słowenii, to trzeba powiedzieć wprost, że Wilfredo Leon i Bartłomiej Bołądź po prostu zgasili Roka Mozicia i Nika Mujanovicia. Polscy siatkarze, wygrywając bardzo pewnie 3:0, już na dobre potwierdzili, że uporali się z dawnym koszmarem.
Niespełna dwa miesiące temu Polacy nie mogli znaleźć w chińskim Linyi sposobu na Nika Mujanovicia. Wtedy Słoweniec w wygranym 3:2 meczu fazy interkontynentalnej Ligi Narodów zdobył aż 37 punktów. Teraz, w półfinale tych rozgrywek w Ningbo, siatkarze Nikoli Grbicia skutecznie odbierali mu chęć do gry. A Wilfredo Leonowi, który raz nawet przepraszał rywali, po raz kolejny wyrosły diabelskie rogi.
Didżej obecny w hali w Ningbo miał nosa. Po drugim secie słychać było słynną piosenkę z filmu "Desperado". Tak, jak aktor Antonio Banderas rozprawiał się tam brutalnie z przeciwnikami, tak Polacy zrobili na parkiecie ze Słoweńcami. Wyniki setów – 25:16, 25:19 i 25:17 - są tego pełnym potwierdzeniem.
Oczywiście, od początku można było przypuszczać, że to będzie inny mecz niż ten z czerwca, bo wtedy biało-czerwoni grali w mocno rezerwowym składzie. W podstawowej szóstce byli jedynie teraz znów środkowi Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak. Ale potencjał Roka Mozicia i Nika Mujanovicia jest ogromny i dlatego bez zbędnej kurtuazji można było się spodziewać, że to będzie znów trudne spotkanie. Tym bardziej że w czwartkowym ćwierćfinale z Ukrainą Polacy zaliczyli trochę słabszych momentów. Ale dwa dni później zaprezentowali się w dużo lepszym wydaniu. Nie idealnym, ale znacznie ulepszonym.






