31 lipca 2026, 08:15
32-letni pielęgniarz David Cifaldi podczas górskiej wędrówki w Montanie (USA) nadział się na własny kijek trekkingowy. Zamiast wezwać pomoc, bezpiecznie zszedł z wystającym po obu stronach ciała przyrządem o długości 112 cm do zaparkowanego 1,5 km niżej samochodu - podała w czwartek agencja AP.
x.com/@41NBC
Do wypadku doszło w czerwcu na płaskowyżu Froze-To-Death w paśmie Beartooth Mountains Gór Skalistych, który wznosi się na wysokości ponad 3 tys. m.n.p. Gdy Cifaldi i jego towarzysze zbliżali się do najwyższego szczytu w stanie stanie Montana - Granite Peak, ten poślizgnął się i upadając, nadział na swój kij trekkingowy.
Pielęgniarz ocenił, że kijek pod lewym ramieniem nie porusza się w ciele, nie ma dużego krwawienia, on sam jest przytomny i nie odczuwa dużego bólu. Wysnuł wniosek, że narzędzie nie uszkodziło ważnych organów, wobec tego z pomocą dwóch towarzyszy da radę zejść z płaskowyżu. - Pomyślałem sobie - opowiadał Cifaldi w CNN - 'musimy zejść z tej góry'. Dodał, że jego koledzy nie byli jednak pewni, czy to dobry pomysł.










