Kiedy wybuchła wojna pomagaliśmy całą rodziną na granicy. Ukraińcy opowiadali nam wtedy, jak nad ich głowami latały rakiety. Słuchaliśmy i współczuliśmy. Ale dopiero dzisiaj zrozumieliśmy, co to znaczy - opowiada pani Marzena z Tarnawy-Kolonii, gdzie w nocy spadła rakieta. Najczęściej zadawanym mi we wsi pytaniem jest: Czy będzie wojna?

Syn pani Marzeny, 17-letni Antek nie spał. - U nas bardzo często latają samoloty. Ale ten hałas był inny. Usłyszałem huk, jeden po drugim, dużo głośniejszy niż ten samolotów, potem świst, a po nim trzy potężne uderzenia - mówi.

Przed południem w czwartek na drodze, kilkaset metrów za ostatnimi zabudowaniami Tarnawy-Kolonii, małej wsi położonej ok. 50 km od Lublina, stoją samochody policji, straży pożarnej, wozy transmisyjne stacji telewizyjnych, samochody i motocykle mieszkańców z okolicznych wsi. Wzrok wszystkich skierowany jest na wzgórza na południe od drogi. Jakieś 1,5-2 kilometry dalej, w polach, widać duże zgrupowanie samochodów wszelkich służb, a gdy podejść bliżej - także rozciągnięty namiot. To właśnie tam służby znalazły krater po wybuchu, o którym zaalarmowała je w środku nocy pani Marzena.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.