Problem tzw. reklamozy nie jest wyłącznie estetyką miasta. Bilbordy często stoją niezgodnie z przepisami i nie są usuwane, mimo że stoją lat - mówi wrocławski radny Jakub Nowotarski.

Dr Jakub Nowotarski, radny klubu Naprawmy Przyszłość i prezes Akcji Miasto: - Uważam, że reklam jest za dużo i mamy do czynienia z "reklamozą". Przede wszystkim szpecą miasto, a tak naprawdę nie widzę w nich wartości dodanej.

Moim zdaniem Wrocław nic z tego nie ma. Wręcz przeciwnie - branża reklamowa nie płaci tego, co powinna, ponieważ większość tych reklam stoi nielegalnie. Nie ma tam, chociażby podatku od nieruchomości czy opłaty za zajęcie pasa drogowego, które powinny być uiszczane. Nikt tego nie kontroluje, nikt nie pociąga właścicieli do odpowiedzialności i nikt ich z tego nie rozlicza. W efekcie billboardy stoją za darmo i szpecą miasto.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

MATERIAŁ PROMOCYJNY