Z jednej strony francuska elegancja i przepych, z drugiej kompletne kolarskie szaleństwo. Wyścig Tour de France zrodził się ponad 100 lat temu jako pomysł na wypromowanie pewnego biznesu. Dziś jest symbolem kraju i gigantycznym świętem o wielu obliczach. Przekonałem się o tym na własne oczy.

Francuskie miasteczko Perigueux w południowo-zachodnim rejonie Nowa Akwitania nie jest duże. Według najświeższych danych, do jakich można dokopać się w sieci, zamieszkuje je na co dzień niespełna 29 tys. osób. To ok. połowa populacji samego Żoliborza w Warszawie. Jednak gdy w sobotni poranek 11 lipca wjechaliśmy do tej miejscowości, przez długi czas mogłoby się wydawać, że nie mieszka tam prawie nikt. Ani żywej duszy na ulicach, z rzadka przejeżdżał jakiś samochód. Było aż upiornie. Z czasem jednak okazało się, dlaczego tak to wygląda.

Zobacz wideo Klaudia Osipiuk: Udowodniłam, że stać mnie na złoto

Miasteczko pozornie opuszczone

Przy placu Yves Guena w samym sercu Perigueux zebrała się prawdopodobnie cała populacja tego miasteczka, a także okolicznych wsi. Lokalna policja oraz porządkowi kierowali ruchem i pilnowali spokoju, co czujnie obserwował z pomnika XVI-wieczny francuski filozof Michel de Montaingne. W swoim życiu był m.in. miejskim rajcą Perigueux i do dziś jest najpewniej najbardziej znaną osobą związaną z tym miejscem. Powód gigantycznego jak na lokalne warunki zgromadzenia? To właśnie tam zaczynał się 8. etap Tour de France.