W 2010 roku, w drodze po pierwszy tytuł mistrzów świata, Hiszpanie przełamywali bariery i kompleksy, dziś już ich nie mają wobec żadnej innej reprezentacji. Zwycięstwo 2:0 w półfinale mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku nad Francją nie jest tak szokujące, jak przebieg meczu, w którym La Roja obnażyła słabości wielkiego rywala.

Don Benito to rodzinne miasto prawego obrońcy Tottenhamu Pedro Porro. Liczy 38 tys. mieszkańców, leży w prowincji Badajoz, niedaleko Estremadury. Powstało w XV wieku, dzięki synom hrabiego Medellin - Don Llorente i Don Benito, którzy dostali tę ziemię od ojca. Założyli dwie wioski, ale Don Llorente wciąż nawiedzały powodzie, więc ludzie przenieśli się do Don Benito.

Plac Pedro Porro

Porro wychował się w miejscowym klubiku Gimnastico, w którym spędził siedem lat. Potem trafił do Rayo Vallecano, stamtąd do Girony, wreszcie do Manchesteru City, gdzie się nie przebił. Po serii wypożyczeń (Valladolid, Sporting CP) podpisał kontrakt z Tottenhamem, z którym w minionym sezonie do ostatniej kolejki bił się o utrzymanie w Premier League.

26-letni Porro nie grał dotąd na wielkiej imprezie, prawa obrona w reprezentacji Hiszpanii była zarezerwowana dla Daniego Carvajala. Ale po Euro 2024 na kapitana Realu Madryt spadła plaga urazów, a kiedy się wyleczył, nie mógł dogadać się z trenerem Królewskich Alvaro Arbeloą. Przed mundialem selekcjoner Hiszpanii Luis de la Fuente nie miał wyjścia, postawił na Porro.