O ataku na Alaksandrę Hierasimienii poinformowała w serwisach społecznościowych Natalia Radzina, redaktorka naczelna portalu Karta'97, poruszającego kwestie praw człowieka w Białorusi. - Nie wiem, co się stało, ale mam nadzieję, że polskie władze przeprowadzą śledztwo i mężczyzna zostanie ukarany - skomentowała pływaczka w rozmowie z portalem.
Alaksandra Hierasimienia została zaatakowana rano w piątek 10 lipca na dworcu autobusowym Warszawa Zachodnia. "Nieznany mężczyzna w wieku ok. 35 lat podszedł do niej od tyłu i uderzył ją w głowę. Nie powiedział ani słowa i natychmiast odszedł, a Sasza, w szoku i bólu, nie od razu zdała sobie sprawę z tego, co się stało. Nie było nikogo, kto mógłby wezwać na pomoc; ludzie spieszyli się na autobusy i nawet nie zauważyli, co się stało. Kiedy Sasza się ocknęła, poszła na policję" - relacjonowała Radzina.
Z wpisu dziennikarki wynika, że zawiadomienie zostało złożone na Komisariacie Policji Warszawa III. Na razie nie wiadomo, czy atak był wymierzony konkretnie w pływaczkę, czy raczej była ona przypadkową ofiarą.
Zwróciliśmy się do policji z prośbą o komentarz w tej sprawie. Opublikujemy go, jak tylko go otrzymamy.
- Nie wyobrażałam sobie, że coś takiego mogłoby się wydarzyć w Warszawie, w biały dzień, przy takiej liczbie ludzi. Nie wiem, co się stało, ale mam nadzieję, że polskie władze przeprowadzą śledztwo i mężczyzna zostanie ukarany - skomentowała w rozmowie z portalem Karta'97 Alaksandra Hierasimienia.









