Małgorzata Rupar miała polecieć z mężem na Fuerteventurę. Podczas przesadzania na wózek pokładowy na Lotnisku Chopina, asystent upuścił ją na ziemię. Złamała rękę.

Nie udały Ci się wakacje? Biuro podróży zawiodło? A może to był urlop Twojego życia? Podziel się z nami swoją historią. Napisz do nas na: wakacje@wyborcza.pl

- W pewnym momencie usłyszałam trzask. Pracownica lotniska stwierdziła, że poszedł szew w kurtce. A to była moja ręka - opowiada Małgorzata Rupar. Ma 65 lat i dystrofię, która stopniowo osłabia mięśnie. Nie chodzi, nie stoi, nie może nawet samodzielnie się przesiąść.

Ale od lat podróżuje. Pamięta czasy, gdy na warszawskim lotnisku im. Chopina pojawił się pierwsza platforma, która pozwala wprowadzić pasażera z niepełnosprawnością na pokład samolotu bez schodów: - Nazywaliśmy ją Tereską, od imienia szefowej obsługi naziemnej, która wywalczyła nam ten pojazd. Kiedyś asysta osób niepełnosprawnych stołecznego portu lotniczego to była elita - wspomina Rupar.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.