To nie ja, to tata. To nie ja, to mąż - broniły się zgodnie Aleksandra i Joanna G., współoskarżone w sprawie patodowelopera. Nabił w butelkę ludzi czekających na mieszkanie na miniosiedlu Bydgoskich Olimpijczyków w Fordonie. Jarosław G. ma już na koncie dwa wyroki.

Fordon - blokowisko pomyślane w czasach PRL-u jako sypialnia Bydgoszczy - w nowej Polsce wzięli na cel deweloperzy. Duże przestrzenie między już istniejącymi blokami, całkiem sporo zieleni, niezły układ komunikacyjny - to wszystko sprawiło, że zaczęli tam stawiać nowe budynki. Grunty są tańsze niż w centrum miasta, więc i cena za metr kwadratowy takiego lokum bardziej atrakcyjna.

Jednym z miejsc, które upodobały sobie firmy sprzedające mieszkania, jest sąsiedztwo Politechniki Bydgoskiej. Na inwestycji w tym zakątku, miniosiedlu Bydgoskich Olimpijczyków przy ulicy Strzeleckiego, postanowił zbić interes także 65-letni dziś Jarosław G., który kilkanaście lat temu zaczął bawić się w deweloperkę. Pecha mieli ci, którzy trafili na ofertę jednej z jego spółek.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.