Naukowcy są pewni: rzut karny w pomeczowej serii może wyglądać tak samo, jak "jedenastka" w czasie meczu, ale tak naprawdę jest czymś zupełnie innym. To nie przypadek, że skuteczność w tym elemencie gry znacznie spada, gdy ma on przesądzić o wyniku meczu.
Końcówka czerwca 1996 r. Szósta seria rzutów karnych. Stadion Wembley. 75 tys. widzów na trybunach. Stawka: finał mistrzostw Europy. Do piłki podchodzi Gareth Southgate. Strzela, ale Andreas Koepke broni. Chwilę później "jedenastkę" wykorzystuje Andreas Moeller i to Niemcy, a nie Anglia będą grać o złoto.
"To jest trudne do uniesienia"
– To było dla mnie najbardziej wymagające doświadczenie w zawodowej karierze – opowiadał 24 lata później Southgate w rozmowie z telewizją Sky Sports. – Graliśmy prawdopodobnie najważniejszy mecz dla tej drużyny od 40 lat. W kraju buzowały emocje i entuzjazm, a potem wychodzisz ze stadionu z poczuciem, że to ty jesteś ostatecznie odpowiedzialny za to, jak to się skończyło.
Potem Southgate dodał: – Nigdy nie czułem złości. Czułem tylko żal, wyrzuty sumienia, poczucie odpowiedzialności za to, co się stało. W pewnym stopniu to wciąż we mnie żyje. Nie udźwignąć presji, ponieść porażkę, gdy cały świat na ciebie patrzy, jest trudne do uniesienia.






