Dla Anglików to była odrażająca propozycja. Godziła w podstawy piłki nożnej. W dodatku nie mogli znieść, że pomysł wyszedł od Irlandczyka. A jednak rzut karny stał się elementem gry, bez którego nie można sobie dziś wyobrazić piłki nożnej.

Ta scena z mistrzostw świata obiegła cały świat. Joshua Kimmich podchodzi kolejno do trzech kolegów z reprezentacji Niemiec. Prosi, żeby wykonali rzut karny w pomeczowej serii, która miała zdecydować kto awansuje do 1/8 finału mistrzostw świata. Leon Gorezka odmówił, tak samo Waldemar Anton. Ryzyka nie chciał podjąć również Nathanel Brownn. W końcu na odwagę zdobył się Jonathan Tah, który nigdy wcześniej nie strzelał rzutu karnego w oficjalnym meczu. Spudłował, a chwilę potem Paragwaj cieszył się z awansu. Niemcy odpadli. I to nie był pierwszy taki przypadek.

Żaden Anglik nie chciał strzelać karnego

Mało kto wie, że podobna sytuacja zdarzyła się wiele, wiele lat wcześniej. Wtedy strzelania rzutu karnego odmówiło 10 zawodników, czyli wszyscy, którzy w tym momencie byli w drużynie, której karnego przyznano.

Działo się to w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia w 1924 roku w meczu angielskiej ekstraklasy. Gospodarze, Nottingham Forest przegrywali u siebie z Boltonem 0:1, gdy sędzia ukarał gości rzutem karnym. Żaden z zawodników nie chciał wykonać "jedenastki", bo etatowym egzekutorem był Harry Martin. A jego akurat nie było już na boisku, bo został kontuzjowany. Tu trzeba wyjaśnić, że w tamtych czasach nie było zmian i gdy zawodnik opuszczał boisko z powodu urazu, który nie pozwalał mu na kontynuowanie gry, drużyna musiała grać w dziesiątkę. Kapitan Forest pobiegł więc do szatni, aby sprowadzić Martina na boisko. Zawodnik został podobno na boisko wniesiony na noszach, stanął jednak przy piłce i trafił do bramki, wyrównując stan meczu. Zaraz potem znów upadł na boisko i ponownie opuścił je na noszach.