- Jest jak Michael Jordan, który musi wygrać nawet rzut monetą. Nie każdy się z tym rodzi - zachwycał się Igą Świątek jej trener. - Urodziłam się po to, żeby odbierać puchary - mówiła sama Iga. Dlaczego teraz powtarza słowa swojej psycholożki Darii Abramowicz?

Jest październik 2020 roku, 19-letnia, nierozstawiona Iga Świątek właśnie sensacyjnie wygrywa Rolanda Garrosa. Siedzę z jej trenerem i słucham, jak Piotr Sierzputowski charakteryzuje zawodniczkę: - Ona uwielbia rywalizować. I świetnie! […] I zawsze chce się w czymś zmierzyć. Caty McNally, przyjaciółka Igi, też rywalizuje ze swoim trenerem we wszystkim. Dbają o to. A Iga taką ma naturę – mówi szkoleniowiec.

- Jest jak Cristiano Ronaldo, który potrafi się nauczyć nawet nieznanego sobie wcześniej tenisa stołowego, byle tylko odegrać się na kimś, z kim przegrał? - dopytuję.

- Albo jak Michael Jordan, który musi wygrać nawet rzut monetą. Naprawdę, nie każdy się z tym rodzi. Jak mówię - da się to wyćwiczyć, ale do pewnego stopnia. A Iga nie pęknie nigdy, nie będzie miękka – odpowiada trener.

Co takiego się stało, że sześć lat później Świątek stwierdza: "Szczerze mówiąc, to nie obchodzą mnie już wyniki"?