Miejski autobus przejechał ponad kilometr od ul. Banacha, aż wpakował się do przejścia dla pieszych pod Rondem Zesłańców Syberyjskich. Prezes MZA Jan Kuźmiński dziwi się, jak to możliwe: przegubowy Solaris był nowy, a kierowca dorabiał do emerytury cztery razy w miesiącu.
- Kierowcę zamknęli, a autobus zabrali na policyjny parking i nie dopuszczają naszych ludzi. Nie możemy odczytać nagrań monitoringu ani sprawdzić wszystkiego dokładnie w stacji diagnostycznej - mówi "Stołecznej" prezes Kuźmiński w poniedziałek 6 lipca rano. - To był bardzo dziwny wypadek. Moim zdaniem to niemożliwe, żeby wszystkie układy zawiodły.
Poprzedniego dnia o godz. 18.22 służby zaalarmowała informacja o autobusie linii 186, który wylądował w przejściu podziemnym pod Rondem Zesłańców Syberyjskich niedaleko Dworca Zachodniego. Uderzył dachem o strop korytarza dla pieszych. Obok tkwiło auto, które przegubowiec zepchnął z ulicy. Na szczęście nikt tamtędy nie przechodził. Sześciu pasażerów zostało rannych, a dwie osoby, w tym małe dziecko, karetki zabrały do szpitali. Jak mogło dojść do takiej katastrofy?
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.








