Coraz więcej pytań o katastrofę miejskiego autobusu, który po szaleńczym rajdzie przez Ochotę zatrzymał się w przejściu pod Rondem Zesłańców Syberyjskich. Pasażerowie prosili kierowcę, żeby przerwał kurs, gdy 1,5 km wcześniej zawadził o latarnię na ul. Pawińskiego i stracił lusterko.
Są nowe informacje w sprawie katastrofy autobusu linii 186. W czwartek 9 lipca ma być sprawdzana jego czarna skrzynka. W mediach przewijają się wyrazy uznania dla kierowcy, który z trudem starał się opanować tajemniczą awarię kilkunastotonowego przegubowca z automatyczną skrzynią biegów. Cud, że nikt nie zginął, a lekkie i średnie obrażenia odniosło tylko sześć osób.
W niedzielny wieczór 5 lipca Solaris wjechał po platformie dla rowerzystów do przejścia dla pieszych pod Rondem Zesłańców Syberyjskich koło Dworca Zachodniego. Wciągnął tam też samochód osobowy. Wcześniej przez ponad kilometr taranował inne pojazdy (w sumie kilkanaście aut), zawadził o tramwaj na skrzyżowaniu z Grójecką, kosił też znaki i sygnalizację świetlną. "Stołeczna" sprawdziła sygnał jednej z pasażerek feralnego kursu, którą już na ul. Pawińskiego zaniepokoiło, że autobus nie jedzie prosto, lecz zahaczył o latarnię i zaparkowane samochody.







