Ochroniarz w mundurze, nawet najlepiej przeszkolony, ma podstawową wadę - jest doskonale rozpoznawalny. Złodziej od razu wie, na kogo uważać. Właściciele sklepów zatrudniają więc kogoś jeszcze - człowieka, który działa incognito, tzw. detektywa sklepowego. Obserwuje on klientów i ma oko na tych "podejrzanych". Ale nic nie zrobi, dopóki potencjalny złodziej nie przekroczy linii kas. Jak żartuje Jacek, która w branży ochroniarskiej pracuje od 14 lat, klient może włożyć nawet 10 flakonów perfum pod kapelusz, powypychać kieszenie pistacjami, włożyć na siebie pięć T-shirtów, ale dopóki jest w sklepie, nie grozi mu nic.Jak poznać złodzieja?- Trzeba mieć intuicję - przekonuje Jacek. - Patrzysz i od razu widzisz, że coś jest nie tak, że to nigdy nie był, nie jest i nie będzie uczciwy człowiek. Tę intuicję wypracowuje się latami. Potem jesteś już jak ten więzień, który bez zegarka wie, która jest godzina - dodaje.

Kamil przez dwa i pół roku pracował jako detektyw sklepowy i operator monitoringu. "Twarz złodzieja" uczył się rozpoznawać przez kilka miesięcy. Nie miał żadnego doświadczenia w pracy w ochronie. - Przez pierwsze pół roku na stanowisku nie ująłem ani jednej osoby. Kierownik uprzedzał mnie, że tego trzeba się nauczyć, kumatym, jak powiedział, zajmuje to dwa, trzy miesiące, mi zajęło trochę dłużej. Potem ujmowałem już 10-15 osób miesięcznie - opowiada.