*Weekend na wakacje. Przypominamy jeden z najchętniej czytanych przez Was artykułów.Kinga, 28 lat Powiedzieliśmy jednym i drugim rodzicom, że to nasze wesele. Sami w całości je opłacamy, więc możemy przyjąć od nich jakieś sugestie, ale ostateczne decyzje należą do nas. Mama lubi się wtrącać, ale tym razem mnie zaskoczyła. "Pomogę tylko w tym, w czym będziesz chciała" – powiedziała i faktycznie tak jest. Co innego przyszła teściowa. Od początku próbowała zaznaczyć swoją pozycję. Poznaliśmy się z Tomkiem siedem lat temu, na studiach, i szybko zamieszkaliśmy razem. Po kilku miesiącach zaproponowałam wspólne święta. Gdy jego mama się o tym dowiedziała, wysyczała przez telefon: – Nie możesz spędzać z nią świąt, ona nie jest rodziną! Przecież przylatuję do Polski!
Przyleciała, ale postawiliśmy na swoim. Jeden dzień świąt z nią, drugi z moimi rodzicami. Poznałam ją w Wigilię. Nieskazitelna fryzura i makijaż, idealne paznokcie, eleganckie ubrania – czuć było, że przesiąkła zachodnim stylem. Zrobiła na mnie wrażenie, może dlatego, że była zupełnym przeciwieństwem mojej mamy, prostej kobiety. Dała mi w prezencie bardzo drogą biżuterię. Byłam onieśmielona, ale jednocześnie dało mi to nadzieję, że może mnie zaakceptuje. Jakiś czas później zaprosiła nas do siebie za granicę. Spędziliśmy tam ponad dwa tygodnie, obydwoje próbowaliśmy budować z nią relację. Tomek nie miał więzi z rodzicami, ani z jednym, ani z drugim – rozstali się, gdy był mały. Ojciec wyjechał za granicę, a kiedy Tomek poszedł do podstawówki, wyjechała także mama. Został tylko z babcią. Miał żal do rodziców, nie zabiegał o kontakt z nimi. To ja nalegałam. Powtarzałam, że zrobili, co zrobili, ale jak umrą, będzie żałował. W końcu poszedł na psychoterapię i po przepracowaniu dzieciństwa trochę się na nich otworzył. Z ojcem szybko złapał dobry kontakt, bo ten go przeprosił i wszystko otwarcie sobie wyjaśnili.








