Paulina, 33 lataJest wrześniowe popołudnie, mam 23 lata i właśnie pakuję swoje rzeczy do bagażnika granatowej corsy. Trochę mnie mdli, jestem w piątym miesiącu ciąży. Maciek jedzie ze mną. Kiedy docieramy do domu moich rodziców, mówi: "Jakoś to wszystko poukładam. Jesteśmy młodzi, mamy siłę. Wszystko będzie dobrze". Liczę, że zmieni pracę, znajdzie jakieś mieszkanie dla całej naszej trójki i ten kryzys minie. Nie wchodzi do środka, żegnamy się na podjeździe. Od tej chwili zobaczę go jeszcze kilka razy.To on bardzo chciał mieć dziecko. Raz podczas spaceru mijamy kobietę w ciąży, a on nagle wypala: "Mam ochotę podejść do niej i ten brzuch pogłaskać". Innym razem: "Zobacz, jak ona pięknie wygląda. Ty też byś tak mogła". Czasem rzuca od niechcenia: "Bardzo chciałbym już mieć potomka". W końcu przestaję przyklejać plastry antykoncepcyjne. Dochodzimy do wniosku, że jak będzie, to będzie.

Dowiaduję się późno. Na studiach mam mnóstwo zajęć, a po nich pracuję. Do tego intensywnie gram w siatkówkę. Lekkie plamienia biorę za okres. Wcześniej już taki mi się zdarzał, nie mam czasu specjalnie się tym przejmować.Do ginekologa idę, gdy zaczyna mnie boleć pierś. Tuż obok wymacałam guza.– Pani Paulino, to normalne, że w ciąży może urosnąć gruczoł mlekowy pod pachą – mówi z uśmiechem lekarz.– W jakiej ciąży?! – wykrzykuję.– Pani jest w czwartym miesiącu. Jak może pani nie wiedzieć?!Wychodzę z gabinetu, wybieram numer do Maćka. Na początku nie może uwierzyć, więc powtarzam kilka razy. Od koleżanki, która z nim pracuje, dostaję wiadomość, że chodzi i mówi wszystkim: "Będę tatą!". Gdy czekam na niego w naszym studenckim mieszkaniu, sama zaczynam nieśmiało się cieszyć.– Muszę mniej pracować, lepiej jeść – mówię, kiedy wchodzi. – Lekarz powiedział, że mam niedowagę.– Zarobię na nas, nie masz się czym martwić. Wezmę dużo nadgodzin, kto wie, może dzięki temu dostanę też awans!