Olivia Wilde zadedykowała swój najnowszy film zmarłej w 2025 roku Dianie Keaton nieprzypadkowo. Aktorka jest znana z roli w filmie "Annie Hall", który podobnie jak "Zaproszenie" próbuje z humorem szukać prawd na temat związków. Reżyserka zdecydowała się na kameralną, teatralną wręcz formę i stworzyła remake hiszpańskiego filmu "The People Upstairs", który wydano pod tytułem "Zaproszenie". Komedię łatwo przeoczyć wśród innych głośnych premier, bo nie kusi rozmachem, kosztowną promocją i wymyślną fabułą. A to jedno z największych zaskoczeń 2026 roku, które już można oglądać w polskich kinach.
"Zaproszenie" [RECENZJA]
Angela (Olivia Wilde) chce przerwać domową rutynę. Bez wiedzy męża Joe'go (Seth Rogen) zaprasza na wieczór sąsiadów. Parę, która zdaje się przeciwieństwem zmęczonych sobą i swoim związkiem gospodarzy - Hawka (Edward Norton) i Pinę (Penelope Cruz). Pani domu od początku chce wypaść jak najlepiej przed małżeństwem, które budzi w niej podziw i fascynację. Jej mąż niekoniecznie się tym przejmuje, wręcz przeciwnie. Film od progu wrzuca nas w wir komedii omyłek, potknięć, nieporozumień i niezręcznej wymiany zdań. Jednak to tylko wstęp do głębszych przemyśleń na temat związków relacji i intymności.













