Bez luksusów, basenów i klimatyzowanych pokoi. Tak wyglądały wakacyjne obozy w PRL-u
2 lipca 2026, 17:57
Kolonie w PRL-u potrafiły być jednocześnie przygodą, szkołą samodzielności i małym sprawdzianem charakteru. Dzieci wyjeżdżały z zakładów pracy rodziców, spały w szkołach, jadły to, co ugotowała kolonijna kuchnia, a wieczorami śpiewały przy ognisku. Nic dziwnego, że wielu dorosłych do dziś wspomina te wyjazdy z ogromnym sentymentem.
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Jeszcze zanim skończy się rok szkolny, rodzice zaczynają przeglądać oferty kolonii i obozów. Do wyboru są wyjazdy sportowe, językowe, survivalowe czy tematyczne, a organizatorzy prześcigają się w pomysłach na atrakcje. Mimo to nie każde dziecko z entuzjazmem zamienia własny pokój na kilkanaście dni z dala od domu. W czasach PRL wyglądało to zupełnie inaczej. Wtedy letni turnus był jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń całego roku. Nie przeszkadzały skromne warunki, metalowa prycza ani szkolne sale zamiast hotelowych pokoi. Liczyło się to, że przez kilka tygodni świat kręcił się tylko wokół zabawy.










