Lato w PRL: asfalt rozpuszczał się na chodnikach, przed saturatorami wiły się kolejki, a na odkrytych basenach kłębiły się tłumy. Lato w RP: pasażerowie rozpuszczają się w autobusach, na kąpieliskach kłębią się tłumy, a spragnieni taszczą wodę w butelkach.

Tekst ukazał się we wrocławskiej "Wyborczej" w czerwcu 2019 r.

Jak wieszczą klimatolodzy, wszyscy się wkrótce ugotujemy, jako że letnie upały stają się coraz bardziej zabójcze. Chyba że wcześniej wykończą nas huragany i tornada, bo pogodowe ekstrema zaczynają być normą. A choć ich uciążliwość znamy od lat, wcale lepiej sobie z nimi nie radzimy.

2 lipca 1946 r. termometry we Wrocławiu pokazały 36 st. C. Brzegi Odry błyskawicznie zapełniły się plażowiczami. Rok później wrocławianie mogli się cieszyć równie gorącym początkiem lipca. Upały przekroczyły 30 st. C. Skończyło się takim oberwaniem chmury, że z domów spadały kawałki murów, a ulice zamieniły się w rwące rzeki. Grad tłukł bez litości, po uderzeniu pioruna w „dziewiątkę" wstrzymano ruch tramwajowy, wyłączono telefony i prąd.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.