Mobilizujące "Dawaj, Iga!" niosło się po dość cichych trybunach kortu centralnego, gdy obrończyni tytułu miała słabsze chwile w drugiej rundzie Wimbledonu. W pewnym momencie sama zdenerwowała się po własnym błędzie i krzyknęła coś w stronę boksu. Ale dobrych momentów było wystarczająco, by pokonać Karolinę Pliskovą 6:1, 6:3. Mimo że publiczność zaczęła od połowy spotkania bardziej sprzyjać Czeszce.

Fot. Jaimi Joy / REUTERS

Po pierwszej rundzie Igi Świątek w pamięci najbardziej utkwiły jej łzy tuż po zwycięstwie 6:1, 2:6, 6:3 nad Amerykanką Taylor Townsend. Trzecia tenisistka świata tłumaczyła potem, że mecz otwarcia na korcie centralnym w roli obrończyni tytułu w tym bardzo prestiżowym turnieju kosztował ją mnóstwo emocji. W czwartkowym pojedynku z Karoliną Pliskovą początkowo wydawało się, że zrzuciła już z siebie ten ciężar. Choć były takie momenty, gdy chyba czuła ponownie, jak ją nieco przygniata.

Zobacz wideo Chwalińska o najtrudniejszym momencie

W teorii był to pojedynek mistrzyni Wimbledonu 2025 i finalistki 2021. Ale po grze Pliskovej, która od ubiegłego roku mozolnie odbudowuje ranking po przewlekłych kłopotach zdrowotnych, widać było, że pięć lat to ogrom czasu. Po Polce z kolei widać było, że 12 miesięcy też może sporo zmienić. Ale to ona jednak była stroną wyraźnie dominującą w spotkaniu, które nie wywołało zbyt wielkich emocji na trybunach.