Jeden był pierwszą wielką gwiazdą ligi, zanim trafił do niej Pele, inni prowadzili klub do historycznego mistrzostwa. Robert Lewandowski nie jest nawet pierwszym Polakiem z podium Złotej Piłki, który trafił za Ocean. Akurat w Stanach Zjednoczonych nawet on może mieć problem, by przebić osiągnięcia rodaków, którzy przetarli mu szlaki.

Robert Lewandowski przyzwyczaił, że gdziekolwiek postawi korki, wkrótce zdobywa niedostępne wcześniej dla Polaków szczyty. Tomasz Wałdoch przez lata wydawał się niedościgniony pod względem liczby występów w Bundeslidze, a Jan Furtok strzelonych w niej goli, ale Lewandowski zostawił obu w tyle. W La Liga szybko rozegrał więcej spotkań i zdobył więcej bramek niż Jan Urban, do którego wyników przez dekady nikt się nie zbliżał. Jerzy Dudek nie wytrwał długo jako rekordzista w liczbie meczów w Lidze Mistrzów, a Krzysztof Warzycha strzelonych w niej goli. Rekordy Michała Żewłakowa (mecze) i Włodzimierza Lubańskiego (gole) w reprezentacji też zostały już wykreślone.

Paradoksalnie jedynym miejscem, w którym mają szansę przetrwać rekordy sprzed czasów Lewandowskiego, wydają się Stany Zjednoczone. Wobec wieku kapitana reprezentacji Polski, który za miesiąc skończy 38 lat, trudno wybiegać poza dwuletni kontrakt, jaki podpisał w Chicago. A akurat w amerykańskim futbolu klubowym Polacy wnieśli wkład niełatwy do przebicia w dwadzieścia cztery miesiące. Nawet w samym klubie, do jakiego trafił Lewandowski.