Od dziesięciu lat był wicedyrektorem w urzędzie marszałkowskim w Gdańsku. Teraz jest podejrzany o posiadanie pornografii z udziałem dzieci. Mówi o przypadku, zaczepkach i utracie kontroli. Czy prokuratura uwierzy?
– Co dokładnie zamierza pan o mnie napisać? – pyta na początku rozmowy. Chce wiedzieć, na ile możliwa będzie jego identyfikacja. – I tak zostanę rozpoznany – dodaje. – Nawet jeśli nie poda pan nazwiska.
Dopytuje: – Czy musi pan pisać, gdzie pracowałem? Konieczne jest podawanie stanowiska? Musi pojawić się informacja, że to urząd w Gdańsku?
– Gdyby nie stanowisko, ta sprawa by mnie nie zainteresowała – odpowiadam.
Nie polemizuje, ale wraca do konsekwencji możliwej identyfikacji. – Najbardziej boję się o rodzinę – mówi. – Żeby to nie spadło na nich.









