Spośród 130 milionów Meksykanów tylko jeden człowiek może mieć receptę na to, na co od 40 lat czeka cały naród. Javier Aguirre w ostatnim trenerskim tańcu może przejść do historii mundialu. W myśl zasady: do trzech razy sztuka.

Fot. REUTERS/Annegret Hilse

To był naprawdę piękny gol - pomyślał pewnie każdy ze 114 tysięcy 580 widzów, którzy 15 czerwca 1986 r. zasiedli na trybunach legendarnego Estadio Azteca. Meksyk pokonał Bułgarię 2:0 i mógł świętować awans do ćwierćfinału mundialu. Z trafień Manuela Negrete i Raula Monettiego do historii przeszło to pierwsze. Pomocnik otrzymał piłkę od Javiera Aguirre i efektownymi nożycami pokonał bramkarza. To mecz, który po dziś dzień pozostaje kamieniem w bucie meksykańskiego futbolu. Przez kolejne 40 lat Meksykanie ani razu nie awansowali do najlepszej ósemki mundialu. Teraz mogą to zrobić z pomocą człowieka, który wówczas znajdował się w cieniu. Javier Aguirre przeżywa trenerski ostatni taniec. Choć tańczyć - czyli pracować jako trener - wprost kocha. - Moja żona, Silvia, lubi to nawet bardziej ode mnie. Lubi takie tempo życia - mówi.

Zobacz wideo Hit! Polonia w Chicago oszalała na punkcie Lewandowskiego

Meksyk czeka już 40 lat. Trzecie podejście Javiera Aguirre