Gdy Maja Chwalińska pojawiła się na korcie przed meczem pierwszej rundy Wimbledonu, grupa polskich kibiców wstała, by przywitać owacją na stojąco sensacyjną finalistkę Rolanda Garrosa. A potem jeszcze próbowali ją pocieszać, gdy poprosiła o przerwę medyczną. "To tylko noga" - krzyczeli. Ale pod koniec już i im brakło słów na dramat tenisistki w przegranym 6:2, 5:7, 2:6 spotkaniu z kwalifikantką Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii.

Fot. Marko Djurica / REUTERS

Długo wydawało się, że największą trudnością dla polskiego dziennikarza piszącego na bieżąco z trybun Wimbledonu tekst o toczącym się w pełnym słońcu meczu otwarcia Mai Chwalińskiej, będą graniczące z cudem poszukiwania cienia, by zobaczyć cokolwiek na ekranie laptopa. Od pewnego momentu jednak gorszym doświadczeniem było patrzenie na to, jak polska tenisistka walczy nie tyle z rywalką, co z kontuzją.

Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros

Chwalińska na dobre rozkochała w swoim tenisie kibiców niespełna miesiąc temu w Paryżu i to zauroczenie trwa w najlepsze. Na dowód nie trzeba było czekać ani do końca meczu 24-letniej Polki z Sawangkaew, ani nawet do pierwszej wygranej przez nią akcji. Wystarczyło, że pojawiła się na korcie nr 12, a grupa fanów wstała i nagrodziła ją brawami. Potem reagowała entuzjastycznie przy kolejnych udanych zagraniach swojej ulubienicy, ale także wtedy, gdy zdobywała punkty po kryzysowych momentach. A te nie były niczym zaskakującym, mając na uwadze, że Chwalińska miała za sobą ponadtrzytygodniową przerwę w grze.