Podejmowane są dwa kluczowe działania: przygotowywane są roszczenia wobec wykonawcy za nienależyte wykonanie inwestycji, ponadto trwa analiza scenariuszy, które pozwolą przywrócić mieszkańcom tę popularną atrakcję - informuje miasto. PIM natomiast całkowicie rozgrzesza.

W poniedziałek, 29 czerwca z samego rana opublikowaliśmy na portalu poznan.wyborcza.pl tekst o ważnych wnioskach ekspertów Politechniki Poznańskiej. Ich analiza dotyczyła dalszych losów wybudowanej przez Poznańskie Inwestycje Miejskie (PIM), ścieżki w koronach drzew. Okazało się, że budowlę za 4,2 mln zł, oddaną do użytku zaledwie sześć lat temu, trzeba postawić praktycznie od nowa. A wszystko przez błędy konstrukcyjne i wykonawcze.

W piątek (26 czerwca) wysłałam do biura prasowego urzędu miasta dwa pytania. Pierwsze adresowane było do spółki Poznańskie Inwestycje Miejskie, której wiceprezesem w czasach budowy kładki był obecny pierwszy wiceprezydent Poznania, Marcin Gołek. Chciałam dowiedzieć się, co w tej sprawie ma do powiedzenia spółka. Drugie pytanie adresowane było do miasta: czy wyciągnie wobec PIM konsekwencje za brak nadzoru w trakcie budowy kładki i za szkody wynikające z konieczności postawienia jej od nowa?