Na SOR-ze w szpitalu na Czerniakowskie facet opowiadał komuś przez telefon, że wszystko się udało, że lekarze dali się nabrać i że ma zrobione wszystkie badania za darmo.

Pacjenci na SOR narzekają, a lekarze? Z czym się mierzą medycy na ostrym dyżurze? Po aferze z Dawidem Kacprzykiem przypominamy reportaż z wiosny tego roku.

SOR w Szpitalu Bielańskim w Warszawie. Niedzielny wieczór. W poczekalni na plastikowych, połamanych nieco krzesełkach siedzą pacjenci. Młodsi wpatrują się w swoje telefony, starsi popadają w otępienie. Kiedyś był tu automat z napojami, ale już go nie ma.

Kolorowa tablica na ścianie informuje o czasie oczekiwania. Skala jest pięciostopniowa. Kod czerwony oznacza natychmiastowe przyjęcie, pomarańczowy – do 10 minut, żółty – do godziny, zielony – do dwóch godzin, niebieski – do czterech. „W sytuacjach wyjątkowych czas oczekiwania może ulec zmianie" – czytam pod spodem małym druczkiem. I ulega.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.