Takie oczekiwania formułuje prezydent Jacek Jaśkowiak. Radni też widzą konieczność zmian, nie zamierzają ograniczać mieszkańcom Poznania wstępu na salę sesyjną podczas obrad rady miasta. Zresztą nie ma nawet takiej możliwości, bo nie pozwala na to ustawa. Co więc może się zmienić?

Po tym, jak we wtorek ciasto z bitą śmietaną wylądowało na twarzy i garniturze prezydenta Jacka Jaśkowiaka, prezydent nie ukrywa, że – ze względów bezpieczeństwa - coś musi się zmienić. Próbujemy wyjaśnić, co to będzie oznaczać dla mieszkańców, którzy dotąd swobodnie przychodzili na sesję.

Zaraz po ataku Jacek Jaśkowiak miał pretensje do Straży Miejskiej, że niewłaściwie zabezpiecza obrady. Przypominał, że dostawał już groźby oblania kwasem i przekonywał, że otwarta sesja rady miasta zwiększa ryzyko ataku z użyciem niebezpiecznego narzędzia. W tym kontekście wspomniał nawet na Facebooku o byłym prezydencie Gdańska, Pawle Adamowiczu: "Może warto zadziałać teraz i nie czekać na zabójstwo kolejnego po Pawle Adamowiczu prezydenta miasta, wójta czy burmistrza".

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.