Przed meczem z Hiszpanią obserwowało go "tylko" 46 tys. użytkowników Instagrama, gdy kończyłem ten tekst, było ich już ponad sześć milionów. Choć początkowo miał nosić imię po słynnym argentyńskim napastniku, dostał je po brazylijskim obrońcy, który na MŚ strzelił gola Polakom. A i tak mówią na niego "Babcia". Bramkarz Republiki Zielonego Przylądka - Vozinha - stał się bohaterem kibiców na całym świecie.

Tylko mundial mógł napisać taką historię. W poniedziałek rano bramkarza reprezentacji Republiki Zielonego Przylądka - Vozinhę - znali nieliczni. Jeśli wcześniej nie oglądało się tej kadry, ani żadnej drużyny, w której Vozinha grał, można go było kojarzyć tylko w związku z jego wiekiem. Bramkarz, który dwa tygodnie temu skończył 40 lat, to najstarszy debiutant na tegorocznym mundialu.

Ale po meczu z Hiszpanią (0:0) Vozinhę zna już cały świat. 40-latek razem z kolegami z Republiki Zielonego Przylądka zatrzymali aktualnych mistrzów Europy, a bramkarz został bohaterem spotkania. Vozinhi nie pokonał ani Ferran Torres, ani Mikel Oyarzabal, ani nawet Lamine Yamal, który w drugiej połowie wszedł na boisko z ławki rezerwowych, by uchronić Hiszpanię przed kompromitacją.

Po meczu świat obiegły obrazki płaczącego Vozinhi, który zwycięstwo zadedykował zmarłym dziadkom oraz mamie, która nie mogła przyjechać do Atlanty, bo wiza do USA była dla niej zbyt droga. - Chciałbym, żeby tu ze mną była, ale i tak jestem bardzo szczęśliwy. Pracowałem na ten moment całe życie - mówił po meczu Vozinha, którego na Instagramie obserwuje już ponad sześć mln użytkowników.