Łączy ich los imigrantów i związane z tym trudne decyzje. Wszyscy trzej młodzi gracze: Szwed Yasin Ayari, Australijczyk Nestory Irankunda i Marokańczyk Ayyoub Bouaddi zostali bohaterami inauguracji mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku.
22-letni Ayari nie świętował pierwszego gola przeciw Tunezji. Po wspaniałym uderzeniu z dystansu w siódmej minucie wykonał gest pokazujący, jakim uczuciem darzy rywala. Yasin urodził się w Solnie, czyli pod Sztokholmem, gdzie stał legendarny stadion Rasunda, a po jego likwidacji wzniesiono Friends Arenę, przemianowaną w 2024 r. na Strawberry Arenę. Jego matka Amina pochodzi z Tunezji, pracuje w klubie AIK, młodszy brat też jest piłkarzem.
Medal dla Szwecji?
Ayari był jednym z bohaterów barażu z Polską o mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku. Asystował przy pierwszym golu Anthony'ego Elangi. Po zwycięstwie Szwecji 3:2 sukces zaszumiał mu w głowie. Ogłosił, że Szwedzi jadą na mundial po medal. Ale nie poprzestał na słowach. W pierwszym meczu mistrzostw z Tunezją zdobył dwie bramki. Po ten drugiej, ustalającej wynik na 5:1, padł na kolana i cieszył się jakby już zapomniał, że przeciwnikiem jest ojczyzna jego matki.
Tunezja chciała, by Ayari reprezentował kraj Aminy, ale on urodził się i wychował w Szwecji, od reprezentacji do lat 17 grał dla niej i nie zdecydował się na zmianę. Piłkarz angielskiego Brighton jest też synem Marokańczyka, więc mógł reprezentować również i ten kraj. Wybrał Szwecję i nikt tego nie żałuje.









