Są etatowym uczestnikiem mistrzostw Europy, ale na mundialu nie było ich 20 lat. Czesi wierzą, że w Meksyku i Stanach Zjednoczonych są w stanie narobić niezłego zamieszania. Już przed startem turnieju znaleźli się na ustach wszystkich.

Fot. REUTERS/Amanda Perobelli

Trzęsienie ziemi jak u Hitchcocka. Zegar wskazuje 23. minutę, a czeski obrońca Vladimír Coufal niefortunną interwencją obija poprzeczkę własnej bramki. Odbita piłka trafia w bramkarza Mateja Kovára i wpada do siatki. Wybucha radość Irlandczyków, którzy na terenie rywala w półfinale baraży do mistrzostw świata prowadzą już 2:0. Jeszcze nie wiedzą, że za ponad dwie godziny będą załamani.

Czesi nie tylko doprowadzają do wyrównania, ale wygrywają w rzutach karnych. W finale z Duńczykami dwukrotnie tracą prowadzenie i znów o zwycięstwie musi zadecydować seria jedenastek. Są lepsi i po 20 latach mogą mówić o kamieniu spadającym z serca. Na imprezę czterolecia przywrócił ich człowiek, który mógłby już siedzieć w bujanym fotelu.

Z cieniu hokeja