I choć zanosiło się, że dostaniemy plastikowo-celebryckie wydarzenie godne Los Angeles, to jednak ze spotkania Stany Zjednoczone - Paragwaj (4:1) wyszliśmy zachwyceni. Oglądanie meczu w takich warunkach to bowiem inny rodzaj przyjemności. Z wielu powodów.
Do meczu pozostawała niecała godzina. Nagle na stadionie zrobiło się bardzo głośno. Piłkarze wyszli na rozgrzewkę? Nie. Realizator wyłapał siedzącą w loży Paris Hilton, która akurat robiła sobie zdjęcie i kompletnie nie miała świadomości, że wylądowała na gigantycznym ekranie unoszącym się nad murawą. Prężyła się przed aparatem, a tłum nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Jedni piszczeli, inni bili brawo, a ona nawet na sekundę nie oderwała się od telefonu. Nie można było wymyślić bardziej stereotypowego obrazka na początek mistrzostw w Los Angeles.
Można za to przypuszczać, że w jakimś stopniu było to zaplanowane, bo Paris Hilton pomaga promować te mistrzostwa na swoim Instagramie, gdzie obserwuje ją ponad 26 mln ludzi. Kopie tam piłkę w wysokich szpilkach i dopinguje reprezentację razem z selekcjonerką żeńskiej kadry - Emmą Heyes. Dzień przed meczem zwróciła się do Mauricio Pochettino i całej reprezentacji z podziękowaniami i życzeniami powodzenia. Na tamtym nagraniu wprawdzie mówiła też, że jest niezwykle podekscytowana rozpoczęciem mistrzostw, ale gdy pojawiła się na telebimie, można było dopatrzyć się u niej wszystkiego, ale nie ekscytacji. Wyszło jednak symbolicznie i bardzo zabawnie. Oto największa celebrytka w mieście pełnym celebrytów robi "selfie" na meczu mistrzostw świata. Nic dodać, nic ująć.







