Z arytmetyki politycznej wynika, że mamy szansę zmienić naszą europejską pozycję tworząc sojusz z Ukrainą, w którym zsumujemy nasze zalety a nie wady i będziemy działać wspólnie.

Autor jest architektem, publicystą, działaczem opozycji antykomunistycznej w PRL (pseudonim literacki Maciej Poleski), był politykiem związanym z PiS. Kawaler Orderu Orła Białego.

Bez obawy, nie będę sięgał do dziedzin matematyki, które i dla mnie brzmią egzotycznie, jak geometria algebraiczna czy teoria zbiorów. Twierdzenia i logika moich spostrzeżeń ograniczą się do arytmetyki – tabliczki mnożenia, ułamków i procentów, dodawania i odejmowania. A przede wszystkim – proporcji mierzonych racją sił, nie zaś emocjami i resentymentami. Jak w plakacie Henryka Tomaszewskiego, którym powitał narodziny „Solidarności", 2+2 ma odtąd dawać zawsze 4. Są prawdy ponadpartyjne.

NATO, do którego wstąpiliśmy w 1999 roku, jest już innym sojuszem. Unia Europejska udowodniła – choćby odrzuceniem przez Holandię i Francję konstytucji europejskiej – że pozostanie mniej lub bardziej konfederacją państw narodowych. Fakt, że Belgia zablokowała użycie zdeponowanych w jej bankach rosyjskich pieniędzy, a wsparcie Ukrainy nastąpi z europejskiego kredytu, mówi wszystko o paneuropejskiej współpracy. Cóż, że prorosyjski Orbán przegrał wybory na Węgrzech, kiedy Słowacja wybrała Fico. Niektórym marzy się, żeby Polska stała się Izraelem Europy Środkowo-Wschodniej, tylko zapominają, że to państwo ma więcej samolotów bojowych niż Francja czy Wielka Brytania. Od dwóch lat mamy już budżet obronny Izraela, licząc też 3 mld rocznie, które dostaje od Amerykanów. Nie zmienia to faktu, że mając pięć razy więcej obywateli mamy parokrotnie mniej żołnierzy.