Jeśli polska demokracja chce przetrwać, musi być proukraińska. Co obejmuje również stosunek do naszej ukraińskiej diaspory.
Ponura jest dziś Polska. Antyukraińska ksenofobia stała się głównym napędem polityki, z powodzeniem aranżują ją skrajni nacjonaliści: prezydent Karol Nawrocki, Konfederacja, PiS. I to ich propaganda dominuje w pejzażu społecznym. Oczywiście, jest ona wspomagana przez Rosję, ale nie miejmy złudzeń: także bez tych ingerencji jesteśmy jako zbiorowość podatni na antyukraińskie nastroje. Ksenofobia odgórna brata się z oddolną, nigdy nie wygasłą od pokoleń.
Mnożą się więc akty agresji przeciw Ukraińcom i Ukrainkom, również przeciw dzieciom, na ulicach, w sklepach, knajpach, w miejskiej komunikacji, w szkołach. Owszem, robi to mniejszość, ale większość się z tym oswaja, nasiąka wzorami przemocy i antyukraińskimi emocjami. Zagrożenie jest wszechobecne. "Mamy klimat pogromowy" – mówią w „Wyborczej" Przemysław Sadura i Sławomir Sierakowski. Niestety, mają rację.
Prognoza pogody
skrót wydarzeń dnia












