Niemal codziennie dochodzi w Polsce do aktów agresji słownej i fizycznej wymierzonych w Ukraińców oraz obywateli Polski wspierających Ukrainę.
Wyborcza to Wy. Piszcie: listy@wyborcza.pl
Nie ma naszej zgody ani naszego milczącego przyzwolenia na antyukraińską nagonkę w Polsce. Polski PEN Club protestuje przeciw insynuacjom, jakoby obecny rząd premiera Tuska służył „ukraińskim interesom", skoro w jego skład wchodzi urodzony w Polsce minister z rodu Szeptyckich, potomek Aleksandra Fredry. W demokratycznym państwie pracę ministrów i urzędników oraz funkcjonariuszy w służbie państwowej ocenia się po tym, jak wykonują swoje obowiązki, a nigdy po tym, jakiej są narodowości. Wedle narodowości oceniali współobywateli sympatycy i uczestnicy reżimów totalitarnych. Publiczne wzywanie do ,,lustracji" pod kątem narodowości kojarzy się natychmiast z politycznie motywowanymi kampaniami wykluczania i dyskryminacji, takimi jak czystki etniczne przeprowadzane w PRL: akcja „Wisła" czy Marzec 1968.
Polski PEN Club jest stowarzyszeniem broniącym wolności słowa w ramach prawa. Wypowiedź ministra Andrzeja Szeptyckiego w jednym z polskich mediów, w rozmowie o tragicznej historii konfliktów między Polakami i Ukraińcami odpowiadała prawdzie i nie naruszała prawa. Mimo to siły polityczne wykorzystały ją do ataków próbując w ten nikczemny sposób zdobyć poparcie wyborcze. Wbrew wielokrotnym oświadczeniom rządu, niektórzy politycy wciąż wmawiają społeczeństwu, że cząstka unijnego programu SAFE trafi do sił zbrojnych walczącej z rosyjską agresją Ukrainy.







