Ostrzeżenie dla czytelnika: w poniższym fragmencie pojawiają się opisy traumy, śmierci i zniszczenia po wybuchu bomby atomowej.
"Połowa dachówki zniknęła i odsłoniła pokoje na piętrze. Wystający balkon osłonił kuchnię na parterze, więc ta część budynku pozostała nienaruszona. Niedługo potem zaczęło padać coś, co później nazywano czarnym deszczem. To był deszcz zupełnie inny od tego, który znałam – lepkie, błotniste krople wpadające do zrujnowanego domu, przyklejały się do komody, odsłoniętej podłogi i ścian. Teraz wiem, że były skażone materiałem radioaktywnym, ale wtedy moja mama próbowała je wycierać szmatą, którą wyciskała nad wiadrem".
Ojciec posadził trójkę dzieci na parterze, w miejscu osłoniętym przed deszczem, a potem po kilkuminutowej rozmowie z żoną znowu wyruszył z powrotem w stronę Strefy Zero, gdzie znajdował się jego dom rodzinny. Musiał sprawdzić, co stało się z dziewięciorgiem jego rodzeństwa, które mieszkało w pobliżu miejsca eksplozji. Michiko nie widziała go przez trzy kolejne dni, kiedy to przemierzał wypaloną pustynię w poszukiwaniu swoich bliskich.
"Gdy nie było ojca, wieczorem i rankiem następnego dnia do naszego domu przybyli krewni – dziadek, wujowie, ciotki i kuzyni. Ponieważ mieszkaliśmy ponad trzy kilometry od Strefy Zero, doszli do wniosku, że okolica jest bezpieczna i mogą u nas odpocząć. Wszyscy doznali jakichś obrażeń podczas wybuchu. Byliśmy wtedy pozbawieni wody, elektryczności i właściwie wszystkiego, ale mieliśmy studnię. Mama darła na pasy stare kimona i prześcieradła, którymi opatrywała naszych krewniaków, a najpierw ścierała krew i ropę z ich ran. Nie otrzymaliśmy żadnej oficjalnej pomocy ze strony służb medycznych, wojska ani lokalnych władz. Byliśmy zdani wyłącznie na siebie".







