Z listów Jane Austen trudno wywnioskować, co autorka najbardziej znanych powieści o tematyce miłosnej myślała o uniesieniach serca i romantycznych uczuciach. Można tropić rozsiane tu i ówdzie informacje na ten temat, ale trudno uznać je za rozstrzygające. Pewne jest, że Jane często ironizowała o miłości. Już jako dziewczynka w jednym z opowiadań ("Piękna Cassandra") przedstawiła bohaterkę zakochaną nie w mężczyźnie, ale w eleganckim kapeluszu. Nie zgodzę się jednak z linią rozumowania, którą przyjęło wielu biografów, znawców twórczości Austen, badaczy zajmujących się adaptacjami jej powieści oraz filmowymi biografiami pisarki.

Dotyczy ona, moim zdaniem, fundamentalnego przeoczenia, które nie powinno się zdarzać, szczególnie w odniesieniu do kraju słynącego z ironii służącej jako naturalny sposób komunikacji. Fakt ironizowania na temat własnych uczuć (oraz afektów swoich bohaterek i bohaterów) nie oznacza wcale, że Jane nie kochała, nie cierpiała, a ironia nie mogła być dla niej narzędziem do obrony przed zranieniem albo środkiem znieczulającym, który pozwalał na leczenie ran.

Oddajmy głos bohaterce "Zakochanej Jane" – na atak Benjamina Langlois (stryjecznego dziadka Toma Lefroya), dotyczący jednej z jej ironicznych wypowiedzi, odpowiadała własną definicją tego słowa: "Ironia jest zestawieniem sprzecznych ze sobą prawd, dla stworzenia nowej, okraszonej śmiechem. Uważam, że prawdę należy głosić z uśmiechem, inaczej staje się fałszem i przeczy istocie człowieczeństwa". W dramatycznych okolicznościach przyjdzie filmowej Jane doświadczyć prawdziwości tych słów, gdy postanowi przerwać planowaną z Tomem ucieczkę. Jane, zapytana przez wybranka, czy go kocha, odpowiada twierdząco, po chwili jednak dodaje: "Ale miłość, która niszczy rodzinę, zniszczy i siebie". Tom kwituje to krótkim stwierdzeniem: "Nonsens", na co Jane reaguje: "Prawda. Zrodzona ze sprzeczności. Ale trzeba ją głosić z uśmiechem. Inaczej okaże się fałszem, a nasze uczucie okaże się złudą". Może właśnie takie uczucie połączyło prawdziwych Jane i Toma… Może właśnie dlatego pisarka ironizowała na ten temat.