Jedną z wielu rzeczy, których europejscy kibice piłki nożnej mogą zazdrościć zawodowym ligom w USA, jest ich nieprzewidywalność. Kolejnym dowodem na prawdziwość tej tezy jest obecny finał NBA. A wszystko dzięki wysiłkom kierownictwa ligi, by rozgrywki były jak najbardziej wyrównane.

Finał New York Knicks – San Antonio Spurs oznacza, że po mistrzostwo NBA sięgnie ósmy klub w ostatnich ośmiu latach. W historii całej ligi jeszcze nigdy czegoś takiego nie było. Po tytułach Toronto Raptors, Los Angeles Lakers, Milwaukee Bucks, Golden State Warriors, Denver Nuggets, Boston Celtics i Oklahoma City Thunder znów mistrzem zostanie ktoś inny.

Ośmiu różnych mistrzów w osiem lat? W USA to norma

Przed laty NBA przyzwyczaiła kibiców raczej do budowania dynastii, czyli do seryjnego zdobywania tytułów przez te same drużyny. Czasy wielkich zwycięstw mieli Boston Celtics, Los Angeles Lakers czy Chicago Bulls. W ostatnich latach coś w rodzaju dynastii zbudowali tylko Golden State Warriors, którzy w latach 2015-18 zdobyli trzy z czterech tytułów.