To była 82. minuta meczu. Pierwsi kibice nie czekali nawet na końcowy gwizdek. Zaczęli wychodzić z wrocławskiego stadionu zniesmaczeni tym, co robiła reprezentacja Polski. Ci, którzy zostali na trybunach, pożegnali piłkarzy Jana Urbana potężnymi gwizdami. Tego, co Biało-Czerwoni zaprezentowali w drugiej połowie towarzyskiego meczu z Ukrainą, nie da się wytłumaczyć tylko rangą spotkania.

Fot. Filip Macuda/Sport.pl

To było zaraz po meczu. Piłkarze reprezentacji Polski opuścili głowy, złapali się pod boki, a kibice zaczęli gwizdać i wychodzić ze stadionu. Nikt nie był zadowolony, ale trudno żeby był, skoro reprezentacja Jana Urbana - mimo niezłej pierwszej połowy - przegrała w niedzielę we Wrocławiu z Ukraińcami 0:2. Gwizdy pojawiły się już w przerwie.

Bo kiedy sędzia Filip Glova zaprosił piłkarzy na przerwę, Piotr Zieliński, który akurat miał piłkę przy nodze, z całej siły kopnął ją w kierunku ukraińskiej bramki. Był wyraźnie niezadowolony. Trudno mu się dziwić. Przez większość pierwszej połowy reprezentacja Polski dominowała, a i tak przegrywała dwoma golami. Żegnały ją gwizdy. W pełni zasłużone.

Wrocław czekał cztery lata