0:2 - takim wynikiem zakończyła się pierwsza odsłona spotkania Polski z Ukrainą. Choć kadra Jana Urbana nie zaczęła źle, to po 30 minutach rywale przejęli inicjatywę. Dodatkowo Biało-Czerwonych rozsierdził fakt niepodyktowania rzutu karnego za faul na Kędziorze. Okazuje się, że ta decyzja sędziego rozwścieczyła też polskich ekspertów.

Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl /

Polska i Ukraina. Co łączy te dwie reprezentacje? Obie straciły szansę na występ na MŚ 2026, a pozbawiła ich tego Szwecja. I te dwie kadry grają w niedzielę przeciwko sobie na stadionie we Wrocławiu. Początek należał do Biało-Czerwonych. Polacy dłużej utrzymywali się przy piłce, ale brakowało konkretów pod bramką rywali. Ba, w 17. minucie dali się zaskoczyć i futbolówka wylądowała w siatce Marcina Bułki. Na szczęście sędziowie dopatrzyli się spalonego. Złamania przepisów nie było za to w 34. minucie, kiedy to Roman Jaremczuk pokonał naszego bramkarza. Poważny błąd popełnił wówczas Jakub Piotrowski. A po chwili było już 0:2. Tym razem trafił Andrij Jarmołenko. Jednak najwięcej mówi się o niepodyktowanym rzucie karnym.

Zobacz wideo Kara za obrazę sędziego? Rostkowski: Jedna literka w słowie może wiele zmienić

Eksperci wprost: Przecież to był oczywisty karny