Za królową chorób psychicznych uznawana jest schizofrenia, jest wręcz synonimem stanu psychozy. W wielu książkach czy filmach obserwujemy postaci osób "obłąkanych" – mówią sami do siebie, co następnie okazuje się rozmową z osobami, które tylko oni widzą, mają dziwaczne przekonania, wydaje się im, że są kimś innym, Napoleonem, mesjaszem, członkiem rodziny królewskiej lub agentem specjalnym. Miałem kiedyś pacjenta, który był fanem "Gwiezdnych Wojen" i w stanie chorobowym wciągnął sagę w swoje treści urojeniowe. Uważał się za rycerza Jedi. W procesie zdrowienia nazywał się już "samozwańczym rycerzem Jedi", bo nabierał dystansu do tych przekonań. Chorzy potrafią zaśmiewać się z nieznanych otoczeniu przyczyn lub nagle zaczynają krzyczeć, wpadają w przerażenie lub zachowują się agresywnie. Te stereotypy zawierają ziarnko prawdy, bo są budowane na obserwowanych przypadkach. Jednak jest to tylko "ziarnko", a ten obraz jest mocno zniekształcony.

Ocenia się, że na schizofrenię choruje około jednego procenta społeczeństwa, co w Polsce daje liczbę między 385 a 400 tysięcy ludzi. Schizofrenia jest demokratyczna i nie ma uprzedzeń, może na nią zachorować każdy – osoba z wysokim intelektem i z niskim, z miasta i ze wsi, wykształcona i niewykształcona.