'Wiele dekad później, w kompletnie innym już świecie - świecie bez duchów - po II wojnie światowej Jan Czekanowski zadomowił się w Poznaniu' - pisze Kasper Bajon gdzieś w połowie 'Poznania kolonialnego'. My jednak, jako czytelnicy, wiemy już, że kwestia istnienia tych duchów wcale nie jest dziś tak jednoznaczna. Książka Bajona przyzwyczaja nas do myśli, że za tym, co znamy, kryje się coś jeszcze - być może to, co Robert Musil nazywał 'widmowym aspektem rzeczywistości'. Za Poznaniem - Posen, za rodzinnymi historiami - wyprawy do Tanzanii, za poznańskim ogrodem zoologicznym - żywa szopka z afrykańskimi tubylcami, za dwuznacznym uśmiechem babci - trudno powiedzieć... U Bajona czaszki patrzą - a na wystawie w Berlinie działają jak przeklęte madeleine Prousta, wciągając nas w podróż obłąkanego asystenta kraniologa w XIX wieku, naszpikowaną scenami, które długo nawiedzają naszą wyobraźnię.

'Poznań kolonialny' wyrzuca za burtę zasadę trzech jedności Arystotelesa, skacze od literatury do historii, a potem do rodzinnych tajemnic, stosuje fragmentaryczną narrację i dezorientuje czytelnika kontrastami, odnajdując dziwaczność i grozę tuż pod niepozorną powierzchnią. Ale Bajon prowadzi narrację tak, że ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że błądzimy bez kompasu.