"Para szuka uległego" – tak zatytułowane ogłoszenie Ewa K. (rocznik 1987) i Mariusz G. (rocznik 1978) umieszczają na jednym z portali zrzeszających fanów niezobowiązującego seksu, swingersów wymieniających się partnerami seksualnymi. Idealne miejsce na tzw. skok w bok. Dyskretne, anonimowe. Robert zaciera ręce, gdy wyświetla mu się ten anons. Od dawna szukał przygody, w końcu znalazło się coś idealnie dla niego. Nie chce płacić za hotel, seks zresztą też powinien być darmowy. Zaprasza więc nieznajomych do swojego mieszkania. Wybiera dzień, w którym jego partnerki nie będzie w domu. Przez myśl nie przechodzi mu, że właśnie wybrał datę swojej śmierci.

Zobacz wideo

Głosy w tleRzecz dzieje się kilka lat temu, w Pruszkowie. Szczegóły dotyczące dat i lokalizacji celowo pomijam, a niektórzy uczestnicy dramatu mają także zmienione imiona.Tego zimowego ranka wszystko jest inaczej. Beata, pracownica firmy ochroniarskiej, wraca do domu po 24-godzinnym dyżurze. Jest poirytowana, bo Robert od wielu godzin nie odpisuje jej na wiadomości i nie odbiera telefonu. Właściwie to może jest na niego zła? Rozmawiali poprzedniego wieczoru. To ona dzwoni, robi to zawsze, gdy w pracy wieje nudą. Ale on jest jakiś nieswój. Mówi, że nie może rozmawiać. "Oddzwonię na pewno" – deklaruje i wciska czerwoną słuchawkę. Kobieta jest pewna, że w tle słyszała jakieś głosy. Miał towarzystwo, choć nie wspominał, żeby z kimś był umówiony. Co więcej, w czasie tej rozmowy zwrócił się do niej po imieniu. Nigdy tego nie robił. Mówił czule "Kochanie". I zawsze, bez względu na okoliczności, oddzwaniał.Jest parę minut po ósmej. Beata podchodzi pod drzwi mieszkania, ale nie może się dostać do środka, klucz jakby nie działał. Drzwi się zatrzasnęły? A może Robert zamknął je na górny zamek? Tylko po co, skoro wie, że ukochana nie ma odpowiedniego klucza. Jeśli jednak zamknął tak drzwi, to powinien być w domu. Beata dzwoni dzwonkiem, puka. Odpowiada jej cisza. Robert dalej nie odbiera telefonu. To ją szczerze niepokoi, bo partner, z którym żyje od kilku lat, nigdy się tak nie zachowuje. Wręcz przeciwnie. Zawsze czeka na Beatę, wita się z nią jeszcze na klatce schodowej.Ona czuje w kościach, że stało się cos złego. Nie mógł przecież spać od wczoraj tak mocno, żeby nie słyszeć dzwoniącej komórki, a tym bardziej łomotania do drzwi. Najbardziej się boi, że 61-latek leży w domu nieprzytomny. Od lat cierpi na cukrzycę. Możliwe, że zasłabł i nie jest w stanie wezwać pomocy.