Neuroróżnorodność jest popularnym tematem, który pojawia się w wielu dyskusjach. Jesteśmy więc jako społeczeństwo coraz bardziej świadomi tego zjawiska, ale to nie oznacza, że mamy w sobie pokłady cierpliwości i wyrozumiałości dla autystycznych dzieci czy tych, ze stwierdzonym ADHD. I chociaż nie mówimy tego głośno, wielu jest zdania, że publiczna placówka, gdzie chodzą te "normalne" dzieci, nie jest odpowiednim miejscem dla nich. "Nie chcę by moja córka chodziła do jednej klasy z uczniem, który jest wybuchowy, agresywny i nie jest w stanie wysiedzieć spokojnie 45 minut lekcji. Szkoła publiczna to nie miejsce dla takich dzieci" - pisze w liście do naszej redakcji Edyta. Liczba dzieci w placówkach, które wymagają wdrożenia nauczania specjalnego, przytłacza, co często rodzi skargi rodziców na niewydolność systemu. "Zapisałam córkę do prywatnej szkoły, bo dyrektor powiedział nam, że nie przyjmują dzieci z orzeczeniami" - dodaje.

Zobacz wideo

Tym różni się nauka w Stanach od nauki w Polsce. "Nie siedzą w sali"

Prywatne szkoły bez dzieci z orzeczeniami? "To fikcja"- Z tym mierzy się dziś wiele szkół. To też temat bardzo mi bliski. Przychodzą do naszej szkoły rodzice i opowiadają o tym, że niektóre placówki nie chcą przyjąć uczniów z orzeczeniami. To jest trochę taka fikcja, trochę gra, w którą gra każda ze stron, bo nieprawdą jest, że tam tych dzieci nie ma - opowiada w rozmowie ze mną Martyna Karbowiak, dyrektor Academy International Wawer.Te dzieci są, ale ich rodzice się nie demaskują, bo boją się tej łatki. Boją się odrzucenia, więc to jest jakby ich gra, bo chcą, by dziecko było w wymarzonej szkole i wiedzą, że jest to jedyna droga do tego, żeby się do tej szkoły dostać. My nie wybieramy, przyjmujemy wszystkich chętnych do naszej szkoły- zaznacza. - Są też rankingi, które niekoniecznie odzwierciedlają to, co się dzieje w szkole. W moim odczuciu te placówki, które mogą pochwalić się wysokimi notami, to właśnie często te, które mają bardzo dużo dzieci neuroatypowych, których przecież oficjalnie nie przyjmują. Bo to są często uczniowie bardzo zdolni, którzy mówiąc brzydko, robią wyniki, ale nie mogą się zdemaskować, bo atmosfera pracy w szkole jest taka, a nie inna - dopowiada."Rok szkolny 2022/23 – 166 tys., 2023/24 – 182 tys., 2025/26 – 393 tys. To liczby uczniów z orzeczeniem w polskiej szkole. Lawinowy wzrost w ostatnim roku zauważyć nietrudno" - pisała w jednym ze swoich artykułów Zuzanna Audycka, zwracając uwagę na "nowego wroga polskiej edukacji". "Liczby idą w górę, bo istnieją lepsze narzędzia diagnostyczne, środowisko medyczne wie więcej, a rodzice i nauczyciele są bardziej świadomi neuroatypowości i związanych z nią wyzwań. Nie muszą czekać latami, aż ktoś zauważy problem, dzieci szybciej są wysyłane do poradni na diagnozę. Kto ma środki, może ją uzyskać z pominięciem kolejek i od razu zacząć pracę z dzieckiem" - dodaje dalej w swoim felietonie. Dziś tych diagnoz przybywa, więc i dzieci neuroatypowych też. Po drugiej stronie mamy nauczycieli, którzy rzeczywiście mogą czuć się przytłoczeni, odosobnieni. Zapewne w tej grupie jest też wielu takich, którzy lubią pracę łatwą, lekką i przyjemną, a to oznacza, że każde zakłócenie, albo każda dodatkowa rzecz wymagająca wysiłku, energii, jest traktowana jako wyzwanie. W związku z tym wielu dyrektorów nie decyduje się na taką otwartość na dzieci neuroatypowe, bo musi dbać o swoją kadrę- zauważa również moja rozmówczyni. - Dalej mamy kwestie organizacyjno-logistyczne. W przypadku dzieci neuroatypowych nie mamy tylko dostosowania wymagań. To też cała ta otoczka związana ze wsparciem specjalistycznym, z zajęciami rewalidacyjnymi, z terapią psychologiczną, pedagogiczną itd. Nie ma też specjalistów, więc ta praca jeszcze bardziej organizacyjnie i logistycznie jest trudna - wymienia Karbowiak. - My się tych dzieci nie boimy, tak wygląda świat, ludzie są różnorodni - akcentuje w naszej rozmowie.