'[...] Przyjęliśmy, pomieściliśmy ich wszystkich. Ogrzaliśmy, nakarmiliśmy, podzieliliśmy się ostatnim kęsem chleba. A oni, ci zesłani, ich dzieci i wnuki, odwdzięczają się dziś słowami: nie ma drugiego tak gościnnego kraju na świecie?. Dobry, kochany Kazachstan. Takie oto zapewnienia słyszy Joanna Czeczott w kraju, który był niegdyś jednym gigantycznym gułagiem, największym więzieniem w ZSRR.

W swoim napisanym z talentem i świetnie udokumentowanym reportażu autorka opowiada o wędrówce szlakiem dawnych łagrów. Szuka śladów pamięci o miejscach kaźni, takich jak Karłag, Ałżir czy Kengir. Znajduje niepamięć, przemilczenie lub fałszywe opowieści. Często strach. Tak, jakby Związek Radziecki ciągle istniał. Spotyka na swojej drodze potomków i katów, i ofiar. Mają swoje prawdy i własne interpretacje przeszłości. Autorka słucha, oddaje im głos bez oceniania.

Ważną częścią reportażu Joanny Czeczott są fragmenty eseistyczne i historyczne. Tytułowa cisza nad stepem nie dotyczy tylko łagrów i losów specprzesiedleńców. To także milczenie o traumie samych Kazachów, kolonizowanych przez Rosję już od XIX wieku. Tkankę społeczną koczowniczego narodu ostatecznie zniszczyli Sowieci. Doprowadzili też do największej tragedii Kazachów w XX wieku, jaką był Aszarszyłyk. Głód, który pochłonął połowę ludności kraju, nigdy nie został oficjalnie uznany za ludobójstwo. Świat niewiele o tym wie, a samo słowo Aszarszyłyk w wolnym Kazachstanie do dziś stanowi tabu.