Była godz. 21.12, gdy na rogatkach Gdańska skończyła się druga akcja charytatywna Łatwoganga. Jechał z Poronina do Trójmiasta, by zebrać 12 mln zł dla Maksa. Ale milionów zebrał jeszcze więcej, także dla Adasia i Piotrusia. Wszyscy cierpią na poważną chorobę genetyczną.

ARTYKUŁ JEST AKTUALIZOWANY

Zacznijmy od krótkiego przypomnienia, o co chodziło w tej akcji. Nasz redakcyjny kolega z "Wyborczej" - Dominik Łowicki - zrobi to najlepiej. Zerknijcie poniżej:

Jak ten rajd przebiegał? Na trasie było wszystko.

Było sporo niewiadomych, bo akcja była pod pewnymi względami bardzo spontaniczna. Nikt nie wiedział dokładnie, jaką trasą Piotr Hancke, czyli Łatwogang pojedzie. Nie mówiąc już o tym, że trudno było przewidzieć, gdzie i o której dotrze na metę. Czy pojedzie w kierunku Kielc, potem Warszawy, by przez Warmię i Mazury dotrzeć do Trójmiasta? A może jednak wybierze trasę bardziej na zachód, czyli przez woj. śląskie, potem okolice Łodzi i przez Kujawy dotrze nad morze? Wybrał tę drugą.