Nie dowiem się już, jak to się stało, że właśnie rzeźby płonących wiedźm postawiono pod dawnym obozem koncentracyjnym Gross-Rosen. Jednak wiedza, kogo przedstawiają, nadaje pomnikowi zupełnie innej wymowy.

Na pomniku przed bramą byłego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen są umieszczone trzy żelazne rzeźby, autorstwa wałbrzyskiej artystki Marii Bor. Dwie przedstawiają pozostałości spalonych ludzkich ciał. Pochodzą z cyklu „Człowiecze pochodnie", który oddawał hołd wszystkim straconym w historii dziejów ludziom.

Przez wiele lat myślałam, że symbolizują więźniów zamęczonych w tym miejscu, czyli mężczyzn, bo w głównej siedzibie więziono właśnie ich. Pierwszych 98 przywieziono z Sachsenhausen, by zbudowali nowy obóz wokół Wzgórz Strzegomskich. Wśród nich większość stanowili Polacy, a dwóch było Polakami żydowskiego pochodzenia. Później te proporcje się odwróciły. Mieli zbudować obóz, którego więźniowie niewolniczo pracowaliby w pobliskim kamieniołomie, kupionym przez spółkę SS – DEST.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.